wolność-słowa-odbierana
Mój warsztat

Wolność słowa, czyli nie masz prawa zwracać mi uwagi, jeżeli nie posiadasz dzieci!

W naszym kraju przysługuje nam wolność słowa, czyli prawo do wyrażania własnego zdania oraz poglądów, a także jego poszanowania przez innych. Ograniczeniem jest tu jedynie obrażanie czy znieważanie innych osób. Gwarantuje nam to Konstytucja. Dlaczego mam jednak nieodparte wrażenie, że często ta wolność słowa jest nam odbierana?

Wolność słowa w szkolnej rzeczywistości

Art. 54 Konstytucji RP gwarantuje nam 3 wolności: wolność wyrażania swoich poglądów, wolność pozyskiwania informacji oraz wolność rozpowszechniania informacji, jeżeli nie ma to na celu cierpienia drugiego człowieka. Pisząc o wolności słowa nie mam na myśli tylko wypowiedzi słownych, ale również wyrażanie siebie, np. poprzez określony strój czy fryzurę. Od razu przypomina mi się sytuacja ze szkoły, z lekcji języka niemieckiego.

Nauczycielka zwróciła mi uwagę, żebym przestała chodzić w rozpuszczonych włosach i zapytała, kiedy wreszcie zacznę się malować. Czułam w jej głosie pogardę, jakby mój brak makijażu miał zniszczyć jej życie. Dodam, że była to pierwsza klasa liceum, a ja nie miałam jeszcze potrzeby malowania się. Nauczycielka ta należała do specyficznego grona nauczycieli, których każdy się boi i w duchu przed lekcją modli się, by tylko nic do niego powiedziała. Pewnie znacie ten typ. Ja również się bałam. Przez to, pierwsze dwa lata liceum upłynęły mi na wysłuchiwaniu uwag na mój temat.

Warto czasem się przeciwstawić

Słuchałam także opowieści koleżanek, jak to je ostatnio obraziła. Jednej na przykład dała świetną radę, by jak najszybciej znalazła sobie chłopaka. W jej mniemaniu, koleżance miałoby to pomóc, by nie była ciepłą kluchą. Miłe? Sami oceńcie. Narzucanie swojej woli? Jasne. Robienie tego na forum klasy również nie należało do najprzyjemniejszych. Idźmy dalej. Drugiej koleżance natomiast radziła, by przestała się spotykać z chłopakiem, bo przez to ma złe oceny. Powinna się wziąć za naukę, a nie chłopaków. Na to przyjdzie czas.

Mi natomiast pewnego razu zwróciła uwagę przy całej klasie, abym się więcej uśmiechała, bo psuję atmosferę. Szkoda, że nie wiedziała jak ciężki okres w tamtym momencie przechodziłam. W ostatniej klasie nagromadziło się już we mnie tyle złości, że postanowiłam wyrażać siebie na swój własny sposób. Nie możecie mnie winić. Chciałam skorzystać z prawa do wolności słowa bez względu na konsekwencje. Zdarzało się, że grożono mi niezaliczeniem przedmiotu np. za to, że nie chcę wziąć udziału w konkursie. Czy ktoś mógł mnie do tego zmusić? Nie sądzę. Słyszałam również, że nie zdam matury ustnej z języka niemieckiego. Efekt? Na maturze ustnej z języka niemieckiego uzyskałam najlepszy wynik w klasie. Możecie sobie wyobrazić minę tej nauczycielki, gdy się o tym dowiedziała. Było warto.

Wolność słowa, czyli dostosuj się do reszty

Po co o tym piszę? Otóż po to, by nie dawano sobą pomiatać. Można wyrażać siebie na swój sposób i własne zdanie zgodnie z samym sobą. Wiem, że starszych, nauczycieli i rodziców trzeba szanować, a jeżeli ktoś nie szanuje nas, to trzeba się temu poddać i trwać w tym bez reszty, niszcząc siebie i swoją psychikę. Czasem wydaje mi się, że wolność słowa zaczyna być nam odbierana już od najmłodszych lat, szczególnie w szkole. Musisz robić wszystko tak jak reszta klasy, tak jak powie nauczyciel. Interpretować tak, jak sądzi nauczyciel. Mickiewicz w wierszu o trawie, po której podmiot liryczny przechadzał się na boso, idąc w stronę letnich promieni słońca, miał na myśli, że trawa jest symbolem wolności.

A może trawa nie miała żadnego znaczenia? Po prostu była zwykłą trawą, po której podmiot liryczny postanowił się przejść, bo w okolicy nie było chodnika. Nie i jeszcze raz nie! Trawa to symbol wolności. Mickiewicz właśnie pisząc o trawie, chciał nam przypomnieć o wolności. Czy możesz się z tym kłócić? Możesz próbować. Musisz jednak pamiętać, że nauczyciel był przyjacielem zarówno Mickiewicza, jak i Słowackiego oraz paru innych poetów. Wie lepiej, co oni mieli na myśli. Jeżeli jesteś indywidualistą, widzisz coś inaczej niż inni, masz problem. W najlepszym przypadku musisz się dostosować do reszty, bo nikt nie będzie poświęcał Ci czasu. W najgorszym zostaniesz wyszydzony lub ukarany złą oceną.

Wolność słowa a asertywność

Od razu w głowie pojawia mi się obraz matury z matematyki. Było zadanie, w którym mój sposób rozwiązania był prawidłowy. Natomiast sam wynik zamiast w ułamku zwykłym, podałam w dziesiętnym. Możecie się domyślić, jaka była ocena. Okrągłe zero punktów. Nieważne, że sposób myślenia był dobry. Czy można to nazwać wolnością, skoro nawet zadania trzeba było rozwiązywać według klucza? To samo tyczy się innych aspektów życia. Jestem wolnym człowiekiem i mam prawo żyć jak chcę. Nie! Masz prawo milczeć i dostosować się do większości. A czymże jest ta większość? Dobre pytanie. Na pewno nie chodzi tu o większość parlamentarną, o którą tak zaciekle walczą politycy.

Większość, która żyje według określonych przekonań, zasad i schematów. Na chwilę wyobraź sobie, że masz 20 lat i jesteś w związku. Potocznie masz dziewczynę, chłopaka, partnera, kolegę, przyjaciela – jakkolwiek, ktokolwiek by tego nie nazwał. Chcecie razem zamieszkać. Co powie większość? Najpierw ślub. Ty nie czujesz, że jest on Ci teraz potrzebny, ale oni wiedzą lepiej. Nagle okazuje się, że jesteś złym człowiekiem, żyjąc w związku bez ślubu, mimo że nigdy wcześniej do głowy Ci to nie przyszło. Teraz sam zaczynasz się nad tym zastanawiać i faktycznie Twoja samoocena leci w dół. Jestem zły, bo chciałem żyć po swojemu. Nie możesz żyć tak jak chcesz, tylko jak chce większość. Czy aby na pewno? Jeśli nie jesteś asertywny, to tak. Więcej o tym, dlaczego warto być asertywnym piszę tutaj. Jeżeli natomiast nie interesuje Cię opinia innych, jesteś szczęśliwym człowiekiem, żyjącym w zgodzie ze sobą.

Nie jesteś w mojej sytuacji, nie masz prawa zwracać mi uwagi

Często mam wrażenie, że ta większość, która „czuwa” nad naszym życiem, byśmy żyli zgodnie z ogólnie przyjętym schematem, wybiera sobie za cel osoby słabe. Osoby, które da się podejść. Podejść w taki sposób, by żyły tak jak chce większość. Pewnego ranka budzisz się zlany potem, drapiesz się po głowie i myślisz: „Halo! Halo! Coś tu nie gra! To nie jest moje życie!”. Co w tym wszystkim jest najgorsze? Może to, że czasu nie cofniesz? Nie. A może to, że trzeba było się postawić i żyć po swojemu? Też nie. Najgorsze jest to, że przy okazji rozmowy z osobami, które tak bardzo Cię zakręciły, że zmieniłeś podejście do życia, usłyszysz: „Przecież ja Cię do niczego nie zmuszałem, jesteś wolnym człowiekiem, mogłeś wybrać inaczej. To była Twoja decyzja!”.

Twój mózg jest w rozsypce, próbując poskładać fakty. Myślisz, jestem wolnym człowiekiem, który chciał żyć po swojemu, pewne osoby wzbudzając we mnie poczucie winy, zniechęciły mnie do tego, przez co wybrałem inne życie, w którym czuję się obcy dla samego siebie. Okazuje się, że sam jestem sobie winien. Idźmy dalej. Rozmawiasz z osobą starszą, z wyższymi tytułami naukowymi od Twoich. Macie inne zdanie na określony temat. Jak myślisz, co się za chwilę wydarzy? Może oboje zgodnie przyznacie, że jesteście wolnymi ludźmi i macie prawo mieć różne zdanie na dany temat? A może usłyszysz, że jesteś gówniarzem, który nie jest na tym samym poziomie wykształcenia i dopiero jak go osiągniesz, to będziesz mógł zabierać głos w dyskusji? Teraz co najwyżej możesz milczeć i słuchać, ewentualnie przyklaskiwać.

Matka bije swoje dziecko, a Ty jesteś bezdzietny. Nie reaguj. Idź dalej.

Inna sytuacja. Przechadzasz się spokojnie ulicą, popijając świeżo parzoną kawę. Nagle widzisz, jak matka okłada swoje dziecko. Długo się nie wahając, postanawiasz interweniować. Co słyszysz? Pytanie, czy masz dzieci. Dzieci nie masz. Już jesteś na straconej pozycji. Odpowiadasz, że nie. I wtedy się zaczyna… Nie masz prawa zwracać uwagi, skoro nie wiesz jak to jest wychowywać dzieci. Będziesz mieć swoje, wtedy będziesz mógł się wtrącać. Czyli de facto, jeżeli na Twoich oczach zakatowałaby to dziecko, nie możesz nic zrobić, bo nie masz dzieci.

Dobrze. Następnym razem więc, przed rozmową z osobą źle traktującą swoje dziecko, szybko zrobię sobie swoje, by móc interweniować. Tylko hola hola! Ja też i Ty również byliśmy kiedyś dziećmi, więc mamy pojęcie, co dla nas w danym momencie było najlepsze. Jeżeli iść tropem osób tak podchodzących do życia, to nie wypowiadajmy się na tematy polityczne, jeśli nie jesteśmy politologami. Jakaś piosenka Ci się nie podoba. A czy skończyłeś szkołę muzyczną, by oceniać? Kobieta w ciąży w Twoim towarzystwie pije alkohol i śmiesz zwrócić jej uwagę? Będziesz w ciąży, to wtedy zrozumiesz. Ups. Jesteś mężczyzną. Nigdy nie będziesz mieć prawa głosu w tej kwestii. Sorry Not Sorry.

Wolność słowa leży na trawie

Na koniec okazuje się, że nie wiem nic o życiu i jest mi zabierane prawo głosu, bo nie mam tytułu doktora, nie mam dzieci, nie mam wiedzy na dany temat, jestem za młoda i głupia. Absurd? Nie. To rzeczywistość. Wyrodna matka ma prawo dawać porady, bezdzietny, wykwalifikowany psycholog już nie. Gdzie moja wolność słowa? Chyba leży i odpoczywa na trawie w wierszu Mickiewicza. Jaki jest cel, by odbierać nam wolność słowa? Czy nie łatwiej byłoby czasami przyjąć radę od osoby postronnej, która lepiej może widzieć pewne zdarzenia? Czy nie prościej, by nam się żyło, gdyby każdy mógł funkcjonować po swojemu? Oczywiście, jeżeli nasze życie nie jest krzywdzące dla nas samych i dla innych. A może Wam również zdarzyło się, że wasza wolność słowa została bardzo zachwiana?

komentarzy 47

  • JK

    Niestety tacy są ludzie, którzy ciągle napędzają machinę ograniczającą wolność słowa. Przez to coraz więcej osób boi się powiedzieć, co myśli i w związku z tym wypowiada się najgłośniej ci, którzy w głowach mają pustkę 🙁

  • pkowalczuk

    Niestety często bywa tak, że wolność słowa kończy się tam, gdzie większość ma odmienne zdanie. Dlatego trzeba uświadamiać społeczeństwo, że każdy ma prawo do swojego zdania, poglądu i do wyrażania tego o ile nie narusza swoimi słowami praw i wolności innych ludzi.

  • Ewa

    To wszystko przez brak inteligencji uczuciowej. Osoby zwracające uwagę, może mają dobre intencje (chciałabym tak myśleć), ale w ogóle nie liczą się z odczuciami innych. Ciocia Dobra Rada jest najczęściej najbardziej znienawidzoną osobą.

  • Mayka.ok

    Ja nigdy w życiu nie odczułam by moja wolność słowa została w jakiś sposób ograniczona… Zawsze byłam dość bezpośrednia i prostolinijna – to co czułam, to mówiłam, choć oczywiście darowałam sobie nie raz gdy sądziłam, że mogłabym kogoś skrzywdzić/urazić niepotrzebnie.
    Co do sytuacji, w której ktoś może powiedzieć coś, co może sprawić mi przykrość? Cóż, uważam, że ludzie mogliby sobie darować, ale prawda jest taka, że w życiu trzeba być twardym, mieć trochę dystansu i nie przejmowac się cudzymi opiniami – zresztą, zawsze można inteligentnie odpyskować 😀 Mi się w szkole zdarzało nauczycielom, którzy pozwalali sobie na zbyt wiele 🙂

  • Marta

    W naszym kraju wolność słowa bardzo kuleje. Niestety, ale większość ludzi jej naduzywa jednocześnie obrażając i oczerniajac innych. A przecież swoje zdanie można wyrazić w sposób, który nikogo nie urazi i nie zaatakuje. Staram się wyrażać swoje zdania tak, by druga osoba usłyszała konkretne argumenty jakie stoją za moją ocena. Wtedy dużo łatwiej o dyskusje na poziomie, bez wyzwisk i kłótni.

  • Madka roku

    Mam wrażenie, że ostatnimi czasy bardzo często jakakolwiek krytyka jest odbierana jako hejt. Z drugiej strony, bardzo dużo zależy od tego, w jaką formę wypowiedź jest ubrana. Można swoje zdanie przedstawić stanowczo, lecz kulturalnie, można też kogoś obrazić. Jestem jak najbardziej za wolnością wypowiedzi, ale przeciw chamstwu. I tu moje pytanie, z czystej ciekawości: jak uważasz, pod jaką kategorie podchodzi np. stwierdzenie „Nie podobają mi się i nie chciałbym się spotykać z osobami otylymi /rudymi/niepełnosprawnymi”. Czy to jeszcze wolność słowa i wypowiadane własnego zdania, czy już przekracza granice?

    • monikabloguje

      Też to zauważyłam. Chamstwo – NIE, wolność słowa – TAK. Jeżeli chodzi natomiast o Twoje pytanie, to mam zamiar na ten temat napisać osobny tekst, bo bardzo boli mnie fakt, że osoby np. rude są oceniane tylko przez swój kolor włosów i tylko dlatego, że jest ich mniejszość. Odpowiadając, uważam, że każdy ma prawo wyrazić jakąś opinię na dany temat, ale w tym wypadku wydaję mi się, że to idzie już w kierunku kategoryzacji ludzi i tego, że osoby otyłe, rude i niepełnosprawne są gorsze od innych. To już lekkie przekroczenie pewnych granic. Takie informacje można zachować dla siebie, by nie urazić innych.

  • Ewelina

    U nas niestety wolność słowa jest bardzo deptana przez społeczeństwo. Zdarzało się mi, że ktoś narzucał mi swoją wole, ale ja wtedy robiłam zazwyczaj na odwrót i to z przytupem. Nie zgadzam się na ograniczanie mojej wolności w żądnym aspekcie życia, robię wszystko i żyję po swojemu i nikogo nie krzywdzę. Komuś się to nie podoba, trudno, jego problem. Nie będę tańczyć, tak jak mi zagra „większość’. Bardzo dobry wpis. 🙂

  • Natalia

    Dobrze napisane. Wolność słowa jest również wolnością zachowań i wyglądu. Ja też nie jestem odrysowana od linijki i miewałam z tego powodu nieprzyjemności. Bo nie byłam taka jakby się tego oczekiwało. No cóż. Każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie, każdy ma prawo mieć własne poglądy. I należy o tym jak najczęściej mówić.

    • monikabloguje

      Dokładnie tak, jak piszesz. To przykre, gdy ktoś odstaje od reszty, która jest uważana za jedyną słuszną, i z tego powodu ma przykrości.

  • Dominika D.

    Ja mam wrażenie, że ludzie ostatnio bardzo rozciągnęli znaczenie wolności słowa. Można mówić co się chce, ale w granicach pewnych norm – okazanie szacunku, tolerancji i przede wszystkim empatii, której moim zdaniem brakuje w dzisiejszym społeczeństwie.

  • Małgorzata

    Każdy z nas ma prawo do swojego zdania, do wyrażania opinii i poglądów. Różnimy się i to jest właśnie piękne. Problem jest w tym, że niestety wiele osób nie szanuje czyjegoś zdania i tak robi się konflikt. Jeśli chodzi o temat dzieci – Ci co nie mają dzieci, mają za to najwięcej do powiedzenia w tym temacie…

  • Wiewiórka w okularach

    Bardzo mądry i szczery artykuł. Bez dwóch zdań powinniśmy się trochę ogarnąć i przestać mieć do wszystkich pretensje, że robią coś tak, jak oni uważają za słuszne. Jeśli nikomu nie szkodzą, to co nam do tego? Żyj i pozwól żyć innym, oto złota zasada.

    • monikabloguje

      Za klapsami też nie jestem. Chyba nie chodzi o to, by dziecko się nas bało (bo dostanie klapsa za złe zachowanie). Według mnie lepiej wychowywać dziecko w systemie nagród i korzyści, dobre zachowanie = korzyści, nagrody, pochwały, złe zachowanie – brak nagród, korzyści.

  • ewa

    Czasem mam wrażenie, że wiele osób zasłania się wolnością słowa, ale tylko w stosunku do siebie, nie szanując przy tym drugiego człowieka i odbierając mu tym samym tę wolność.

  • edyta

    nie wiem co napisać…nie mam problemu z wyrażaniem opinii i wiem co zrobic z dającymi złote rady, aż trudno uwierzyć ze to o czym piszesz stanowi taki problem. Każdy swój rozum ma

    • monikabloguje

      To już zależy od nas samych i sytuacji. Jeżeli później mamy przez resztę życia cierpieć przez pewne sytuacje, to myślę, że warto się czasem szarpać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!