Bez kategorii

Pierwszy wpis na blogu – o tym jak coś pozornie trudnego może okazać się czymś całkiem przyjemnym i łatwym

Pierwszy wpis na blogu zazwyczaj rozpoczynamy od przedstawienia się z imienia, często nazwiska, pokazujemy swoje zdjęcie. Dość długo zastanawiałam się, jak podejść do swojego pierwszego wpisu. Mogłam zacząć tak jak większość z nas, blogujących, ale czy ja mogę siebie nazwać blogującą? Pojawia się pierwszy wpis na blogu, i faktycznie być może jestę już blogerę. Nevermind. Moja przygoda z blogiem zaczęła się tak naprawdę kilka lat temu, a dokładnie w 2014 roku. Mój debiutancki, pierwszy wpis na blogu pojawił się na platformie onetu, pod koniec jego istnienia posiadałam łącznie ok. 1 300 000 wyświetleń. Swego czasu kilka moich wpisów pojawiło się nawet na głównej stronie onetu. Niestety onet postanowił zrezygnować z platformy blogowej, zarówno mój blog jak i pierwszy wpis przepadł. Przynajmniej tak mi się wydawało. Ostatnio zaczęłam trochę szperać na ten temat, i okazuje się, że jest zachowany w archiwum. Postanowiłam go sobie przejrzeć, mimo że mam do niego jakiś sentyment, bo wiem jak ogromną przyjemność sprawiało mi pisanie tych wszystkich postów, to z upływem lat widzę, że było to bardzo przeciętne, ale w tamtym czasie nie orientowałam się jakoś specjalnie w blogosferze.

Przedmiot, który przyprawia mnie o dreszcze

Od kiedy pamiętam bardzo lubiłam pisać, język polski był moim ulubionym przedmiotem od szkoły podstawowej aż do samego liceum. Możecie się domyślić, jaka była dalsza ścieżka mojej kariery zawodowej. Matura rozszerzona z języka polskiego i kierunek studia! Jakie? Oczywiście polonistyka! Można powiedzieć, że tak to wyglądało, ale… jakimś dziwnym trafem wylądowałam na ekonomii. Nie wspominałam, że matematyka była dla mnie najbardziej znienawidzonym przedmiotem? To czas o tym wspomnieć, tak to był przedmiot, który do tej pory przyprawia mnie o dreszcze. Nawet po takim czasie nie byłabym w stanie policzyć, ile lat ma Ania, kiedy jej koleżanka Basia ma 13 lat, a siostra Basi – Asia waży tyle samo, ile Ania ważyła dwa lata temu, i Basia za 5 lat będzie ważyć 10 kg więcej niż jej siostra i będzie starsza od swojej siostry o różnicę lat Ani i Asi.

Jak z zamiłowania do języka polskiego zostałam ekonomistką

Wracając do głównej historii, na polonistykę dostałam się już w I turze, jednak postanowiłam pójść na ekonomię. Powodów było kilka, m.in. prawdopodobieństwo wystąpienia trudności w znalezieniu pracy po polonistyce. Przecież nauczycieli jest już na tylu, że nie będę potrzebna w tej grupie zawodowej, przynajmniej tak brzmiał wtedy jeden z powodów podsuwanych mi przez mój rozsądek, czy był on prawdziwy? Do tej pory nie jestem w stanie tego stwierdzić. Poza tym pensje nauczycieli nie są zadowalające, a ekonomia brzmi dobrze, jest różnorodna, co najmniej kilka zawodów można z niej wyciągnąć. Więc tak oto moje marzenie bycia polonistką prysnęło, i odbiło się dużym echem na mojej duszy pragnącej pisać, pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Na pierwszym roku studiów ekonomicznych, gdzieś ta potrzeba pisania awansowała do takiego etapu, w którym właśnie założyłam bloga, na wspomnianym wcześniej onecie. Blog nie miał określonej tematyki, gdyż zależało mi na samym pisaniu, stąd głównie opierał się na jakichś poradach.

Potrzeba pisania

Z perspektywy czasu myślę, że potrzeba pisania była na tyle silna, że nawet rezygnacja ze studiów polonistycznych nie wystarczyła by z pisania zrezygnować. Jednak z czasem, postów pojawiało się coraz mniej, ja coraz bardziej skupiałam się na ekonomii, którą tak bardzo chciałam już skończyć i mieć za sobą. Do końca studiów dotrwałam, zrobiłam kursy, i tak zaczęłam zajmować się kadrami i płacami, które z pisaniem raczej mają mało wspólnego, chyba że zaliczymy do pisania tworzenie umów o pracę, aneksów, czy innych tego typu dokumentów. Pisanie trwało przy mnie do czasu skończenia przez mojego brata liceum, kiedy to ostatecznie zakończyłam swoją przygodę z pisaniem, pisząc mu jego ostatnie wypracowanie szkolne. Często wydawało mi się, że  wybrałam złą drogę, że ekonomia to nie jest coś, co chciałabym robić na zawsze, czułam że czegoś mi w życiu brakuje. Ostatnio coraz częściej zaczęłam się nad tym zastanawiać, szukać różnych alternatyw, dodatkowego zainteresowania, które pozwoli mi poczuć się w pełni szczęśliwą.

Literki układają się w ciąg wyrazów, który tworzy cały tekst

I oto jestem. Nawet nie wyobrażacie sobie, jaką frajdę sprawia mi ten pierwszy wpis, a na początku tego tekstu zastanawiałam się, jak mam zacząć. W momencie zakończenia poprzedniego zdania mam już 654 słowa. Pamiętacie wypracowanie na maturze? Dla wielu osób problem z osiągnięciem określonej liczby słów, bodajże 250, poprawcie mnie jeżeli coś się zmieniło. Ja na swojej maturze w połowie wypracowania przestałam już liczyć, praktycznie zabrakło mi miejsca, a też obawiałam się początkowo że nie będę wiedziała co mam napisać. Myślę, że najlepiej pisze się bez zbędnego planu, tak by nasze myśli same kreowały literki, które następnie są łączone w słowa i tylko wtedy może powstać coś szczerego, bez napinania się. Wyobraźcie sobie ten mechanizm, literki układają się w ciąg wyrazów, który tworzy cały tekst. Wydaje mi się, że w tym momencie za bardzo już mnie poniosło, co oznacza że należy kończyć.

O wszystkim i o niczym

Blog ten nie będzie miał określonej tematyki, ktoś może pomyśleć, czyli znowu lifestyle – o wszystkim i o niczym. Faktycznie coś w tym jest, blogów tego typu jest cała masa, nie mnie oceniać czy są o niczym, ale na pewno są o wszystkim. Jeżeli o mnie chodzi, to bardzo lubię takie blogi, gdyż zawsze znajdę tam coś dla siebie. To od strony czytelnika, natomiast od strony blogera potrzebuje czuć swobodę i wolność w pisaniu. Gdybym zacięła się na jakiejś konkretnej dziedzinie, to wydaje mi się że po pewnym czasie mogłabym się zablokować, ze względu na powtarzalność i wirowanie wśród tematów sprowadzających się do jednego. Tylko osoby mocno zafiksowane na punkcie swojego hobby, np. moda, technologia, uroda, mogą być w tym wszystkim profesjonalne i dawać radość swoim czytelnikom, bo po prostu kochają daną dziedzinę i nie wyobrażają sobie życia bez niej. Ja natomiast musiałbym to robić na siłę. Dlatego na moim blogu prawdopodobnie znajdziecie totalny misz-masz wszystkiego o czym można pisać. Tylko wtedy to będę prawdziwa ja. Jeżeli dotrwaliście do końca tego wstępu, to przeczytaliście już dzisiaj 937 słów. Dziękuję za wytrwałość, mam nadzieję do następnego poczytania ew. (od) zobaczenia.  

komentarzy 8

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!