kat i ofiara
Mój warsztat

Być ofiarą czy katem – co się bardziej opłaca i komu?

Kat i ofiara. Ofiara i kat. Związek, w którym toczy się odwieczną wojnę, tworząc korelację niemalże nie do zerwania. Brat z bratem. Siostra z siostrą. Mąż z żoną. Matka z ojcem. Dziadek z babcią. Pradziadek z prababcią. Nie ma końca. Wszystko sięga wielu pokoleń wstecz, kiedy to niesplamione złem dziecko widzi swoich rodziców w korelacji kat – ofiara i przyglądając się z zainteresowaniem, biedny, nie wie jeszcze, że powieli ten schemat. Powstaje pytanie w głowie, kto za to wszystko odpowiada. Rodzice rodziców rodzica.

Kat i ofiara w pakiecie

Okazuje się, że potrafimy być zarówno katem jak i ofiarą. Co zaskakujące, możesz być katem dla samego siebie, a wtedy automatycznie stajesz się ofiarą własnego, wewnętrznego kata, którym jesteś. Kto ma większe szanse w takim starciu? Ofiara wydaje się być skazana na porażkę, bo przecież z założenia jest ofiarą, ale czy kat widząc cierpienie swojej ofiary (które notabene sam jej zadał), może pozwolić jej zwyciężyć? Pojawia się konflikt wewnętrzny. Mam dać wygrać mojej ofierze, czy mojemu katowi. Przecież jestem katem i ofiarą jednocześnie. Nieważne, które z nich zwycięży, ja będę wygranym. Proste. Skoro tak, to po co ta walka?

Ofierze i katowi można przypisać najrozmaitsze cechy charakteru, rodzaje zachowań. Ofiara – lękliwość, wycofanie, nieśmiałość, poczucie nie zasługiwania na dobro. Kat – chęć dominacji, przekonanie o swojej wyjątkowości, wykorzystywanie poczuciem winy i zrzucanie odpowiedzialności za swoje myśli i uczucia na innych. Brzmi schematycznie. W takim wypadku, łatwiej przyznać się do bycia ofiarą. Skrzywdzona przez los, nikomu nie zawiniła. Jednak każda ofiara musi mieć kata. Bez kata nie ma ofiary. Nierozerwalna korelacja. Często kat zamienia się miejscami z ofiarą. To już wyższa szkoła jazdy. Ja wysiadam. Nie wiadomo już komu współczuć, a kogo ganić.

On bije żonę, ona rodzi mu dzieci

Przypomina mi się historia pewnej rodziny. Kobieta i mężczyzna. Małżeństwo. On bije żonę. Ona rodzi mu dzieci. Ona ma możliwość ucieczki. Warunek jest jeden – nie może zabrać ze sobą dzieci. Zostaje więc. Myślisz BOHATERKA. Dzieci biorąc przykład z ojca – kata, stają się oprawcą własnej matki. Przyzwalamy na to. Ojciec – kat, dzieci – ofiary ojca i kat matki. Matka – ofiara męża i dzieci. Ta sama kochająca matka, która postanowiła nie zostawiać swoich dzieci, które stały się dla niej katem. Teraz myślisz… Sam nie wiesz co masz myśleć.

Przyjmijmy scenariusz, który nigdy się nie wydarzył. Matka ucieka. Dzieci zostają z ojcem. Są ofiarami ojca i matki. Matka jest ofiarą i katem jednocześnie, tak jak jej dzieci obecnie. Żyjąc z katem nie mamy wielu możliwości. Możemy przybrać jedną z trzech ról: ofiara, kat, zarówno ofiara jak i kat. Trzecia z nich kusi najbardziej. Kiedy sytuacja wymaga bycia ofiarą, stajemy się nią aż do osiągnięcia zamierzonego celu, wtedy możemy znowu przybrać rolę kata. Balansując między katem i ofiarą mamy większe szanse na zwycięstwo. Tylko o co walczymy?

Ofiara czy kat – kto jest wygranym?

Możliwe, że Ojciec – kat również jest ofiarą swoich rodziców. Matka – ofiara męża, dzieci, sąsiadów, którzy udają, że nie wiedzą co się dzieje. Sąsiedzi nie chcąc, wchodzą w ten układ, stając się katami – przyzwolenie na krzywdę, to też krzywda. Ojciec – kat, w którym wszyscy widzą zło, nikt nigdy nie będzie mu współczuł, a może to on nie zaznał i nie zazna nigdy prawdziwej miłości, dlatego przerzuca swoje frustracje na innych? Może to on jest najbardziej poszkodowany. Może. Dzieci – zarówno ofiara jak i kat – nikogo nie obchodzi ich los, przecież są takie same jak ojciec! Dobrze im tak! Matka – ofiara, która postanowiła nie opuszczać swoich dzieci, o której wszyscy myślą, że sama jest sobie winna. Mogła uciekać jak miała okazję! W ich oczach sama zgotowała sobie ten los. Została katem dla samej siebie.

Zwycięzca jest tylko jeden

Na koniec okazuje się, że to ja, ty, ona i on, przyzwalając na takie postępowanie, stajemy się katami pośrednimi, mimo że nie chcieliśmy uczestniczyć w tej bitwie. Bitwie, w które zwycięzca jest tylko jeden i ma wiele twarzy: smutek, żal, ból i cierpienie.

Zwycięzcę zobaczymy na twarzy: biednej staruszki, która tak bardzo kocha swojego wnuka, że pozwala mu się krzywdzić; małego dziecka, który nie rozumie dlaczego jego rodzice tak bardzo się nienawidzą i zaczyna myśleć, że to jego wina; żony (matki), która krzywdzona przez swojego męża, godzi się na cierpienie w imię zatrzymania pełnej rodziny dla swoich dzieci; męża (ojca), któremu nikt nie uwierzy, że żona go bije, który ciągle czeka aż znajdzie się ktoś, kto sam to zauważy; sąsiadki, która co noc bita przez swojego męża, z samego rana nakłada makijaż na posiniaczoną twarz, by nikt nie zauważył jej bólu, z nadzieją, że mąż może się zmieni. Prawdopodobnie MOŻE nigdy nie nadejdzie. Nie pozwólmy triumfować takiemu zwycięstwu. Nie dajmy wciągnąć się w tę przegraną walkę, a wciągniętym pomóżmy wyjść z niej cało.

komentarzy 77

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

error: Content is protected !!